• 156 Posts
  • 33 Comments
Joined 1Y ago
cake
Cake day: Mar 08, 2022

help-circle
rss
Mamy to: rząd nie zwiększy zakresu retencji danych
btw - przetłumaczy mi to ktoś z legislacyjnego na normalny? "Rząd się wycofał" - ale co ma do tego rząd skoro to praca w komisjach? 6 marca ma być czytanie, w tytule jest o "tymczasowym zablokowaniu" - to chodzi o tymczasowe zablokowanie do 6 marca? Czy że na czytaniu 6 marca już tej inwigilacji nie będzie?
fedilink

Bawaria pozywa aktywistę otwartych danych
Niemieckie państwo związkowe Bawaria szczyci się tym, że za darmo udostępnia liczne dane geograficzne, ale jednocześnie pozywa aktywistów otwartych danych. 25 stycznia 2023r. w Monachium odbyła się rozprawa z powództwa Bawarii przeciwko Markusowi Drengerowi wspieranemu przez Wikimedia Deutschland. Bawaria pozwała aktywistę otwartych danych za rzekome naruszenie praw autorskich przy republikacji danych, które już były publicznie dostępne. Kilka dni wcześniej bawarskie władze chwaliły się w mediach, że ich administracja geodezyjna sama zaczęła niedawno udostępniać dane o charakterze geograficznym. W rzeczywistości nie jest to własna inicjatywa Bawarii, a realizacja unijnych zobowiązań: UE wymaga, aby tzw. high value datasets mogły być w przyszłości swobodnie wykorzystywane przez społeczeństwo, a przez to udostępniane na stosownej licencji (np. Creative Commons). Pozwany Markus Drenger obawia się, że pozew będzie miał skutek odstraszający i zastanawia się: "Jak ma funkcjonować publiczna i parlamentarna kontrola administracji publicznej, jeśli nie wolno korzystać z ich ogłoszeń? Problem dotyczy nie tylko wolontariuszy, ale także instytucji naukowych, start-upów czy projektów sektora publicznego, które regularnie korzystają z danych udostępnianych przez władze federalne." Prawie wszystkie geodane będące przedmiotem sprawy sądowej zostały opublikowane przez samą Bawarską Administrację Geodezyjną w serwisie internetowym BayernAtlas na początku 2023 roku. Wkrótce na mocy prawa unijnego i tak musiałyby być licencjonowane na zasadach CC-0 lub CC BY. Land powołuje się jednak na "prawo autorskie producenta bazy danych". Problem stanowi zachęcanie władz publicznych, zwłaszcza organów geodezyjnych, do tworzenia modeli biznesowych z wykorzystaniem danych publicznych. W efekcie np. mapa ścieżek rowerowych ma jedynie formę komercyjnej drukowanej mapy, a nie darmowego zbioru danych porównywalnego z np. OpenStreetMap
fedilink



Inwigilacja i ingerencja UE jszcze większa, niż planowano?
Krytyka pomysłów KE skupia się na kontroli czatu, pomijając inne, także istotne zagrożenie. A mianowicie klauzulę dot. blokad internetowych, która może być łatwo nadużywana w celu wprowadzania cenzury. Czesi (prezydencja Rady UE w 2022 r.) zaproponowali zmianę w dotychczasowym projekcie - dostawcy internetowi mieliby być zobowiązani do blokowania także nieznanych (a nie, jak zakładała pierwotna propozycja KE, znanych) przedstawień wykorzystywania seksualnego dzieci w internecie (CSAM). A znane przedstawienia to takie, które służby państwowe już zbadały i zakwalifikowały jako niezgodne z prawem. Taka zmiana artykułu 16 uznaczałaby konieczność monitorowania przez dostawców treści ruchu internetowego wszystkich użytkowników i polegania na podatnej na błędy AI, co byłoby sprzeczne z prawem UE - stwierdza analiza organizacji European Digital Rights (EDRi) zajmującej się prawami obywatelskimi. Formalna propozycja pochodzi z września, jednak początkowo miała formę poufnego dokumentu i dopiero później została upubliczniona. Proponowana poprawka jest zupełnie niewspółmierna do zagrożeń. W praktyce usunęłaby wszystkie zabezpieczenia zawarte w projekcie Komisji dot. blokowania sieci, dawałaby służbom nadmiar uprawnień i stworzyłaby nadmierne ryzyko usuwania legalnych treści. W praktyce, zamiast dążyć do usuwania treści dot. seksualnego wykorzystywania dzieci z internetu, zaczęto by stosować szybsze i łatwiejsze rozwiązanie w postaci blokowania stron. Rada musi jeszcze przedstawić swoje ostateczne stanowisko na potrzeby kolejnych negocjaci z Parlamentem UE. ERDi zwraca też uwagę na techniczny aspekt sprawy: blokowanie strony używających https byłoby trudne ze względu na szyfrowanie i prowadziłoby do blokowania na poziomie DNS, co uderzałoby także w inne strony i było sprzeczne z zasadą proporcjonalności. Komisja spotkała się także z oskarżeniami ze strony badaczy z Uniersytetu Technicznego w Delft, którzy zauważyli, że przy promocji projektu komisja użyła kilka nieprawdziwych, lub przynajmniej zawierających przeinaczenia oświadczeń.
fedilink





Ekwador: Ola Bini oczyszczony z zarzutów i uznany za niewinnego
cross-postowane z: https://szmer.info/post/257942 > sorry, żywcem z translatora, bo już dziś nie przetwarzam ani niemieckiego, ani polskiego: > > Uniewinnienie szwedzkiego aktywisty sieciowego Ola Biniego w Ekwadorze przyniosło ulgę na całym świecie. Bini został aresztowany dzień po Julianie Assange i uwięziony na ponad dwa miesiące. Został oskarżony o szpiegostwo komputerowe, a proces trwał prawie cztery lata. > > Ekwadorski sąd "Tribunal de Garantías Penales de Pichincha" uznał we wtorek szwedzkiego aktywistę sieciowego Ola Biniego za niewinnego i zniósł środki nałożone od czasu jego zwolnienia z więzienia w 2019 roku. Poinformował o tym sam Ola Bini, kanał informacyjny CNN oraz projekt medialny Peoples Dispatch. > > Peoples Dispatch donosi, że Carlos Soria, członek zespołu prawnego Biniego, opisał jednogłośny werdykt sądu jako "nieoczekiwany" i "bardzo miłą niespodziankę", biorąc pod uwagę nieprawidłowości i naruszenia due process. Prokuratura chce się jednak odwołać. Zespół prawny Oli Bini przygotowuje się teraz do tego ruchu - powiedział dalej Soria w rozmowie z Peoples Dispatch. > > Centro de Autonomía Digital z siedzibą w Quito, którego dyrektorem technicznym jest Ola Bini, zatweetowało: "To orzeczenie oznacza kamień milowy w obronie bezpieczeństwa cyfrowego i praw człowieka, ponieważ potwierdza, że nasza praca nie powinna być kryminalizowana, a tym bardziej, gdy nie ma solidnych argumentów technicznych." Amnesty International Sweden opisała wyrok na Twitterze jako "zwycięstwo zarówno dla wymiaru sprawiedliwości, jak i dla wszystkich broniących praw cyfrowych i osobistej integralności". Pedro Vaca Villarreal, specjalny sprawozdawca ds. wolności słowa przy Organizacji Państw Amerykańskich (OPA), z zadowoleniem przyjął orzeczenie, tweetując, że obrona i promocja prywatności ludzi w internecie odbywa się poprzez gwarancje państwa prawa. > > Aresztowany dzień po Julianie Assange > Bini został aresztowany 11 kwietnia 2019 roku na lotnisku w Quito, stolicy Ekwadoru, pod zarzutem szpiegostwa komputerowego. Kilka godzin wcześniej ekwadorski minister spraw wewnętrznych zapowiedział na konferencji prasowej rozprawienie się z podejrzanymi hakerami. Dzień wcześniej założyciel Wikileaks Julian Assange został przekazany przez Ekwador władzom brytyjskim w celu aresztowania. > > Bini co najmniej dwanaście razy odwiedził działacza na rzecz przejrzystości w ambasadzie Ekwadoru w Londynie. Nie było wówczas formalnych zarzutów wobec Biniego, ale pojawiły się międzynarodowe protesty. Po uwięzieniu Bini przez ponad trzy i pół roku znajdował się w stanie niepewności. > > W przeciwieństwie do Biniego, Julian Assange nadal stoi w obliczu ekstradycji do USA, gdzie może zostać skazany na wiele lat więzienia. Ostatnio 45 znanych osobistości wystosowało list otwarty do prezydenta USA Joe Bidena. W liście tym sojusz wzywa prezydenta USA do ułaskawienia Assange'a, który jest obecnie więziony w Wielkiej Brytanii. Assange jest od lat ścigany po tym, jak jego platforma WikiLeaks opublikowała tajne dokumenty dotyczące amerykańskich wojsk w czasie wojny w Afganistanie i Iraku. Akcja przeciwko Assange'owi jest powszechnie postrzegana jako atak na wolność prasy.
fedilink

Ekwador: Ola Bini oczyszczony z zarzutów i uznany za niewinnego
sorry, żywcem z translatora, bo już dziś nie przetwarzam ani niemieckiego, ani polskiego: Uniewinnienie szwedzkiego aktywisty sieciowego Ola Biniego w Ekwadorze przyniosło ulgę na całym świecie. Bini został aresztowany dzień po Julianie Assange i uwięziony na ponad dwa miesiące. Został oskarżony o szpiegostwo komputerowe, a proces trwał prawie cztery lata. Ekwadorski sąd "Tribunal de Garantías Penales de Pichincha" uznał we wtorek szwedzkiego aktywistę sieciowego Ola Biniego za niewinnego i zniósł środki nałożone od czasu jego zwolnienia z więzienia w 2019 roku. Poinformował o tym sam Ola Bini, kanał informacyjny CNN oraz projekt medialny Peoples Dispatch. Peoples Dispatch donosi, że Carlos Soria, członek zespołu prawnego Biniego, opisał jednogłośny werdykt sądu jako "nieoczekiwany" i "bardzo miłą niespodziankę", biorąc pod uwagę nieprawidłowości i naruszenia due process. Prokuratura chce się jednak odwołać. Zespół prawny Oli Bini przygotowuje się teraz do tego ruchu - powiedział dalej Soria w rozmowie z Peoples Dispatch. Centro de Autonomía Digital z siedzibą w Quito, którego dyrektorem technicznym jest Ola Bini, zatweetowało: "To orzeczenie oznacza kamień milowy w obronie bezpieczeństwa cyfrowego i praw człowieka, ponieważ potwierdza, że nasza praca nie powinna być kryminalizowana, a tym bardziej, gdy nie ma solidnych argumentów technicznych." Amnesty International Sweden opisała wyrok na Twitterze jako "zwycięstwo zarówno dla wymiaru sprawiedliwości, jak i dla wszystkich broniących praw cyfrowych i osobistej integralności". Pedro Vaca Villarreal, specjalny sprawozdawca ds. wolności słowa przy Organizacji Państw Amerykańskich (OPA), z zadowoleniem przyjął orzeczenie, tweetując, że obrona i promocja prywatności ludzi w internecie odbywa się poprzez gwarancje państwa prawa. Aresztowany dzień po Julianie Assange Bini został aresztowany 11 kwietnia 2019 roku na lotnisku w Quito, stolicy Ekwadoru, pod zarzutem szpiegostwa komputerowego. Kilka godzin wcześniej ekwadorski minister spraw wewnętrznych zapowiedział na konferencji prasowej rozprawienie się z podejrzanymi hakerami. Dzień wcześniej założyciel Wikileaks Julian Assange został przekazany przez Ekwador władzom brytyjskim w celu aresztowania. Bini co najmniej dwanaście razy odwiedził działacza na rzecz przejrzystości w ambasadzie Ekwadoru w Londynie. Nie było wówczas formalnych zarzutów wobec Biniego, ale pojawiły się międzynarodowe protesty. Po uwięzieniu Bini przez ponad trzy i pół roku znajdował się w stanie niepewności. W przeciwieństwie do Biniego, Julian Assange nadal stoi w obliczu ekstradycji do USA, gdzie może zostać skazany na wiele lat więzienia. Ostatnio 45 znanych osobistości wystosowało list otwarty do prezydenta USA Joe Bidena. W liście tym sojusz wzywa prezydenta USA do ułaskawienia Assange'a, który jest obecnie więziony w Wielkiej Brytanii. Assange jest od lat ścigany po tym, jak jego platforma WikiLeaks opublikowała tajne dokumenty dotyczące amerykańskich wojsk w czasie wojny w Afganistanie i Iraku. Akcja przeciwko Assange'owi jest powszechnie postrzegana jako atak na wolność prasy.
fedilink

Hakowanie, skanowanie, szpiegowanie

W prostych słowach obrońcy i obrończynie dzieci objaśnili i ocenili najważniejsze technologie służące do gromadzenia cyfrowych dowodów nadużyć i przemocy seksualnej. Np. zmuszanie dostawców internetowych do skanowania niezaszyfrowanych wiadomości i wykorzystanie PhotoDNA - technologii, która umożliwia porównywanie niezaszyfrowanych treści ze znanymi już przedstawieniami nadużyć. Skanowanie treści na urządzeniu użytkownika, zanim ta zostanie zaszyfrowana - tzw. Client-Side-Scanning. Państwo może także hakować urządzenia i infekować je oprogramowaniem służącym do inwigilacji, np. Pegasusem. Teoretycznie byłoby także możliwe, alby organy ścigania przeniknęły do zaszyfrowanego pokoju rozmów jako niewidoczni użytkownicy i potajemnie czytać konwersacje - ale dostawcy usług musieliby do tego dostosować swoje oprogramowanie. Propozycja w tej sprawie ze strony brytyjskiego wywiadu GCHQ została powszechnie odrzucona w 2019 roku. Raport objaśnia, dlaczego stosowanie takich rozwiązań jest szkodliwe. Państwowe hakerstwo opiera się na otwartych lukach w zabezpieczeniach - i luki te mogą zostać wykorzystanie nie tylko przez służby państwowe, ale też przez inne podmioty. Skanowanie po stronie klienta uderzyłoby w szyfrowanie end-to-end zrywając z podstawową ideą, że nie należy ruszać treści komunikatów.

Ze szczegółowej analizy wynika, że żadne z zaproponowanych rozwiązań nie jest wolne od wad. Działacze CRIN jednak, w przeciwieństwie do członków cyfrowego społeczeństwa obywatelskiego, nie potępiają zasadniczo każdej ingerencji w szyfrowanie. O ile dla społeczeństwa obywatelskiego każda taka ingerencja jest nieakceptowalna, to działacze na rzecz praw dziecka zalecają zastosowanie wielu ograniczeń i nie zalecając żadnych konretnych interwencji. Jednocześnie, gdyby państwa zastosowały wspomniane ograniczenia, to prawdopodobnie wiele projektów inwigilacyjnych nie mogłoby działać.

Piłka jest po stronie ustawodawców

Autorzy raportu twierdzą, że interwencje w szyfrowanie nie powinny być ogólne, ale ukierunkowane. Potrzeba dokładnych danych o skali wykorzystywania dzieci w sieci oraz skuteczności rozpoznawania przez systemy automatyczne. Mamy tu do czynienia z deficytami: w obiegu znajdują się niezwykle mylące dane. Widać to chociażby na przykładzie doniesień netzpolitik.org dotyczących statystyk NCMEC, znanego na całym świecie ośrodka sprawozdawczego w zakresie molestowania w internecie z siedzibą w USA.

CRIN zwraca też uwagę, że działania interwencyjne muszą być dostosowane do różnorodnego życia dzieci. Powinny uwzględnić kontekst polityczny, gospodarczy, społeczny i kulturowy, łącznie z kontekstem dot. dzieci z grup defaworyzowanych i demarginalizowanych.Jest to sformułowanie bardzo ogólne, ale odnosi się do różnych możliwych “szkód ubocznych” - jak np. takich, w których nieheteronormatywna osoba taka jak Alex wysyła swoje zdjęcie przyjacielowi. Dalej czytamy, że decydenci powinni lepiej rozumieć "zakres rzeczywistych możliwości w świecie cyfrowym. Za tym kwiecistym sformułowaniem kryje się zapewne ostre oskarżenie, a mianowicie: Wielu polityków chyba nie zrozumiało internetu - i nie rozumie, w jaki sposób planowane prawo mogłyby wszystko zepsuć.

Jako przykład CRIN podało, że należy zachować możliwość komunikacji cyfrowej w kwestiach medycznych. Prawdopodobnie odnosi się to do tego, że automatyczny system rozpoznawania obrazów nie jest w stanie odróżnić, czy dany obraz to przykład wykorzystywania seksualnego, czy jedynie zdjęcie informacyjne dla lekarza. To zagadnienie nie jest stricte teoretyczne: w USA pewien ojciec popadł w spore tarapaty, gdy wysłał do lekarza zdjęcie genitaliów dziecka pytając o związane z nim problemy skórne.

Raport CRIN i “Defend Digital Me” pojawia się w czasie, gdy wiele rzeczy jest jeszcze możliwych. Parlament Europejski i Rada Ministrów muszą teraz wypracować swoje stanowiska wobec propozycji Komisji Europejskiej. W USA upadł pomysł ustawy EARN IT, która była bardzo krytykowana, ale w międzyczasie pojawia się krytyka “Kids Online Safety Act” (KOSA). W Wielkiej Brytanii najbardziej zaawansowany jest odpowiedni projekt ustawy. Tam “Online Safey Bill” przeszedł już przez pierwszą izbę, Izbę Gmin, i trafił do Izby Lordów.


Obrońcy praw dziecka chcą rozstrzygnąć spór o kontrolę czatu.
Nie. Ochrona danych i ochrona dzieci nie wykluczają się. Międzynarodowa Sieć na rzecz Praw Dziecka zaświadcza o tym na dobrych 100 stronach raportu. Analiza ta może przenieść debatę na temat najcięższego projektu nadzoru w Europie na nowy poziom. "Więcej inwigilacji dla zwiększenia ochrony dzieci" - to sedno trzech propozycji legislacyjnych w UE, Wielkiej Brytanii i USA. Wprawdzie poszczególne regulacje różnią się od siebie, ale jedno je łączy: użytkownicy i użytkowniczki mają zrezygnować z prywatności w sieci, aby łatwiej było znaleźć jakieś wskazówki dot. przemocy seksualnej wobec nieletnich. Eksperci i ekspertki zajmujący się dochroną danych i prawami człowieka stanowczo się temu pomysłowi sprzeciwiają. Podczas gdy podobne prawodawstwo planowane jest w USA czy w Wielkiej Brytanii, to w krajach niemieckojęzycznych debata została zdominowana przez tzn. kontrolę czatu. Chodzi o rozporządzenie KE, które ma na celu "walkę z wykorzystywaniem seksualnym dzieci". W tym celu dostawcy usług internetowych mają prześwietlać nawet prywatne wiadomości z chatów [czy komunikatorów]., jeśli zostanie im to nakazane. Rozporządzenie spotkało się z ostrą krytyką nie tylko ze strony społeczeństwa obywatelskiego, ale też ze strony samego organu nadzorującego ochronę danych w UE. Sieć Praw Dziecka (Child Rights International Network, w skrócie CRIN) i brytyjska organizacja zajmującą się ochroną dzieci Defend Digital Me przedstawiły właśnie w Londynie szczegółową analizę. Ok. 100stronicowy raport pokazuje, że strony sporu mają "wizję tunelową", a problem złożony z wielu aspektów potrzebuje rozwiązań na wielu płaszczyznach. "Za polaryzacją kryje się bardziej złożona prawda" - czytamy w raporcie - "trzeba wyjść poza ramkę 'prywatność vs ochrona dzieci', aby chronić prawa wszystkich dzieci". W celu przeprowadzenia analizy aktywiści zajmujący się obroną praw dziecka zapoznali się z literaturą i przeprowadzili rozmowy z różnymi ludźmi: ofiarami przemocy seksualnej wobec dzieci, ekspertami zajmującymi się ochroną danych, ochroną dzieci, prawami podstawowymi czy technologią. Wśród rozmówców znaleźli się przedstawiciele brytyjskiej organizacji zajmującej się ochroną dzieci Internet Watch Foundation, spółki matki Facebooka - Meta oraz EFF (Electronic Frontier Foundation) - amerykańskiej organizacji zajmującej się podstawowymi prawami cyfrowymi. Raport szczegółowo omawia możliwości techniczne mające teoretycznie chronić dzieci przed przemocą seksualną, analizuje "za i przeciw", w rezultacie przedstawiając czytelny i wyczerpujący zbiór argumentów. Z analizy wynika, że kontrola czatu w formie proponowanej przez UE nadaje się raczej do kosza na śmieci. Zamiast tego eksperci zajmujący się ochroną dzieci proponują zastosowanie innych środków. Jak szyfrowanie chroni dzieci Po pierwsze: analiza obala mit, jakoby sytuacja dzieci pozbawionych możliwości bezpiecznego szyfrowania wiadomości (aby dostawcy usług internetowych mogli skanować wiadomości dla bezpieczeństwa nieletnich) była lepsza. Dzieci wiedziałyby bowiem, że ich komunikacja może być w każdej chwili monitorowana, a ich prywatność jest naruszana. Tymczasem, jak czytamy w raporcie, "prywatność pozwala dzieciom bezpiecznie rozwijać swoją osobowość i dowiadywać się, kim są". Inwigilowane dzieci czułyby, że nie mogą naprawdę niezależnie i swobodnie wyrażać siebie, co może wpłynąć na ich rozwój. "Świadomość, że nie są pod stałym nadzorem, pomaga dzieciom budować zaufanie do rodziców, nauczycieli czy innych opiekunów" - dodaje raport. Zwiększa to prawdopodobieństwo, że dzieci poproszą o pomoc, gdy będą jej potrzebować. W raporcie wykorzystano fikcyjne przykłady, aby zobrazować, w jaki sposób kontrola czatu może zaszkodzić nieletnim. Jeden z nich dotyczy osoby "Alex", posługujące się zaimkami they/them. Alex ma 12 lat i pochodzi z bardzo konserwatywnej rodziny. Po urodzeniu dziecku została przypisana płeć żeńska, jednak od pewnego czasu Alex ma wątpliwości związane ze swoją tożsamością płciową. Dostrzegając zmiany w swoim ciele martwi się nimi i szuka sposobów, by wydawało się ono mniej "kobiecie". Pewnego dnia, gdy rodziców nie ma w domu, Alex obwiązuje swoje piersi in wysyła ich zdjęcie do zaufanego przyjaciela. Telefon klasyfikuje treści jako seksualne. Rodzice dziecka zostają powiadomieni i otrzymują kopię zdjęcia" Fatalne skutki Ten przykład pokazuje, w jaki sposób automatyczna kontrola czatów może wywołać efekt odwrotny od zamierzonego. Przy czym w przypadku kontroli czatu proponowanej przez Komisję Europejską to nie sami rodzice mają być powiadamiani: usługodawcy mają zgłaszać podejrzane treści do unijnego centrum. Tam treści mają być przeglądane i sortowane przez ludzkich pracowników, co stanowi kolejną ingerencję w prywatność nieletnich. I dopiero potem raporty o podejrzanej aktywności mają być wysyłane do lokalnych władz. Nie tylko UE i Wielka Brytania chciałyby ingerować w szyfrowaną komunikację - inne państwa również przyglądają się ustawodawstwu. Ale debata jest "anglo- i europocentryczna", mówi raport. Oznacza to, że skupia się wyłącznie na regionach anglojęzycznych i europejskich. Jednak regulacje mogą wywołać globalne efekt fali - ostrzega CRIN. "Decydenci powinni zrozumieć, w jaki sposób jest to powiązane" - czytamy w raporcie. Technologie służące do automatycznego rozpoznawania cyfrowych treści można łatwo ponownie wykorzystać - także do identyfikacji treści legalnych. Innymi słowy, prawa wprowadzone w tzw. demokracjach zachodnich mogą utorować drogę do poważniejszych łamań praw człowieka w innych częściach świata. Inny fikcyjny przykład z raportu pokazuje, jak mogłoby to wyglądać w praktyce. W tym przykładzie kontrola czatu nie jest wykorzystywana do ograniczania przemocy seksualnej, ale jako broń przeciwko osobom nieheteronormatywnym: "Amadou jest 17-letnim gejem. W jego kraju homoseksualizm jest nielegalny i napiętnowany, a osoby queer* regularnie doświadczają przemocy ze strony państwa i społeczeństwa. Amadou korzysta z nieszyfrowanych usług komunikacyjnych, aby spotkać się z innymi młodymi osobami queer i dzielić się informacjami na temat edukacji seksualnej. Policja przechwytuje komunikację i Amadou zostaje aresztowany. Policja wykorzystuje kontakty Amadou do identyfikacji i namierzania innych młodych ludzi." Alternatywne rozwiązania Jednym z narzędzi technologicznych, które można by wykorzystać w celu ochrony dzieci, są mechanizmy sprawozdawcze. Dzięki nim małoletni mogliby się bronić lub prosić o pomoc, gdy są nękani lub stykają się z niepokojącymi treściami. CRIN zaleca: "Potrzebne są bezpłatne, skuteczne i przyjazne dzieciom mechanizmy składania skarg". Dzieci powinny mieć możliwość poufnego i bezpiecznego zgłaszania treści oraz podejmowania działań przeciwko nim, w tym działań prawnych, jeśli sobie tego życzą. Według sprawozdania, mechanizmy sprawozdawcze mogłyby być łatwo wdrożone i nie zagrażałyby ochronie danych i prywatności. Wielu dostawców internetowych już posiada takie możliwości. Jednym z problemów jest jednak praktyczna realizacja: reakcja świadczeniodawców na zgłoszenie często trwa zbyt długo, czasem nawet kilka tygodni - informuje CRIN i powołuje się na rozmowy z ekspertami z sektora pomocy ofiarom. Raport podkreśla też, że nie można rozwiązań problemu przemocy seksualnej wobec dzieci jedynie za pomocą technologii. "Strzeżcie się rozwiązań technologicznych" - piszą w zaleceniach końcowych eksperci ds. ochrony dzieci. Problemem jest "tech-solutionism" - błedne przekonanie, że złożone problemy społeczne można rozwiązać za pomocą technologii. Często dominuje ono w wygórowanych oczekiwaniach wobec możliwości współczesnych programów komputerowych - tzw. sztucznej inteligencji. Niektórzy zwracają uwagę, że KE przecenia możliwości AI, jeśli chodzi o rozpoznawanie przez nią przedstawień wykorzystywania dzieci. Wszystkich zaangażować Ochrona dzieci wymaga ludzkiego zaufania, wymiany wiedzy i stabilnej infrastruktury - piszą dalej obrońcy i obrończynie praw dziecka. Wymaga to współdziałaniaróżnych podmiotów. W sprawozdaniu wymienionom. in. organy śledcze, pracowników socjalnych, osoby zajmujące się wsparciem dla ofiar, szkoły czy gabinety lekarskie. Przytoczono też cytaty z dyskusji ekspertów z brytyjskiej organizacji zajmującej się ochroną dzieci Marie Collins Foundation: "czy to jako pracownicy socjalni, czy jako nauczyciele, wszyscy zawodzimy ofiary. I to nie dlatego, że brakuje nam chęci, a że brakuje nam środków/zasobów" "Należy skupić się na profilaktyce i edukacji" - domaga się CRIN. Osoby pracujące z ofiarami powinny zostać przeszkolone w zakresie wykorzystania dowodów cyfrowych, a usługi związane z medyczną i psychologiczną pomocą dla ofiar powinny być traktowane priorytetowo. Tymczasem W grudniu wywiad netzpolitik.org z pracownikiem socjalnym z Berlina pokazał, jak bardzo także niemieckim urzędom ds. młodzieży w Niemczech brakuje środków. *ktoś zwrócił mi uwagę, że to określenie jest obraźliwe, ale że to cytat, to zostawiłam. Nie wiem, czy użyto tego określenia oryginalnie w raporcie, bo nie udało mi się do niego dotrzeć c.d. w komentarzu
fedilink








Sztuczna inteligencja uderza w rodziców z niepełnosprawnościami?
narzędzie, które było przez władze wykorzystywanie do monitorowania sytuacji w rodzinach, teoretycznie służące do sprawdzania, czy dzieciom nie dzieje się krzywda, w praktyce dyskryminowała rodziców z niepełnosprawnościami
fedilink

oraz niewyjaśnionych zaginięć. Ale na logikę - to ta statystyka ma sens. Analogicznie jak z wypadkami drogowymi, których w trakcie pandemii było mniej, bo ludzie siedzieli pozamykani w domach. A jak siedzieli pozamykani i stłoczeni w domach, bez możliwości, żeby zmienić środowisko lub po prostu wyjść i ochłonąć, to zwiększyła się liczba morderstw


Kiełbasa wyborcza kiełbasą wyborczą, jak się zanstanawiam, co te laptopy będą miały preinstalowane


a którykolwiek dostawca usług mailowych nie oddaje? To raczej ochrona przed niepaństwowymi atakami. W kontekście służb chodzi o to, że proton jest pod szwajcarską jurysdykcją, więc służby nie czytają wiadomości na żywo, jak przy np. twitterze czy messenerze - prozaicznie papierkologia przy międzynarodowej współpracy służb chwilę zajmuje. Ciekawa jestem, po jakim czasie od wpłynięcia takiego wniosku proton może użytkownikowi dać znać. Jedno, co mnie w protonie denerwuje, to szyfrowanie - ponoć (testowałam 1:1 więc to nie jest wiarygodna badawczo grupa użytkowników ;p) jak się szyfruje gpg, to proton dokłada do tego jakieś swoje własne szyfrowanie i odbiorca się musi mocno napocić, żeby odszyfrować wiadomość. Dla osoby nietechnicznej to może być nie do ogarnięcia. A propo Szwajcarów - jak oceniasz komunikator threema?


metadane metadanymi, ale w szyfrowanie treści też bym specjalnie nie wierzyła. W najlepszym wypadku skończy się jak z whats upem. Ale używać nie przestanę, podobnie jak nie zrezygnuję z fb. To nie kwestia zaufania do Zuckerberga, a pragmatyzmu i nieodcinania się od ludzi.



Googlowi tak bardzo zależało na nadmorskim terenie - mówi Wylie - że powiedziało ludziom wszystko to, co Ci chcieli usłyszeć. Na otwartym spotkaniu zapytałam “Jaki jest właściwie wasz model biznesowy?” Odpowiedzieli: “Wynajmujemy przestrzeń.Tworzymy infrastrukturę. Idziemy w badania i rozwój. Polegamy na technologii” Zapytałam: “a czego właściwie nie robicie?” Wszystko było zawsze utrzymywanie w bardzo odważnej i elastycznej formie. Przypatrywanie się temu, jak Google każdego dobra publicznego, każdej pozytywnej narracji używało jak broni dla osiągnięcia swoich celów, naprawdę robiło wrażenie - mówi Wilie. Celem Google jest pieniądz. W Toronto chodziło też o upragnione przez Waterfront posiadanie nieruchomości, ale przede wszystkich także o rozwijanie produktu. Toronto miało stać się labolatorium. Przecież sami tak to nazwali. Ten autonomiczny system ruchu drogowego, który chcieli rozwijać - przecież to się nie rozwija w małej przestrzeni, do tego potrzeba miasta. A rząd chciał im to miasto dać. Własna, wolna od regulacji, otwarta przestrzeń jako strefa testowa googlowego systemu ruchu ulicznego. Systemu, który można następnie, jako produkt, wprowadzić do katalogu i potem sprzedawać na całym świecie. Zapakowanego w piękne słowa o wspólnocie i zrównoważonym rozwoju. Ale sednem sprawy jest zysk.

Kiedy zaczęłam pisać teksty krytykujące projekt, media zawsze publikowały krytyczne artykuły z pięknymi grafikami Sidewalk Labs dostarczanymi przez Google - mówi Bianka Wylie. W ten sposób media przejęły wizualną opowieść Google’a. Wprawdzie artykuły przeczytało wiele osób, ale sto razy więcej obejrzało obrazki: drewniane domy nad wodą, bawiące się dzieci, latające środki transportu. I i tym sposobem media zapytały ludzi: “przecież to wygląda wspaniale! gdzie tu problem?” Łatwo było utrzymać dyskusję w tym miejscu - przy drewnianych budynkach, zautomatyzowanych pojazdach i dostawach paczek, podziemnym systemie usuwania śmieci bez śmietniów i ulicami, które same roztapiają śnieg. Demokratyczna odpowiedzialność czy rozliczalność nie są tak łatwo uchwytne. - mówi Wilie. I przez to trudniej rozmawiać o istocie problemu. Sprawę prywatności - że nie chce się żyć pod stałą inwigilacją Google’a - ludzie zrozumieli dość szybko. W tej dyskusji zabrakło jednak kwestii podstawowej: jeśli ktoś już jest w obszarze danych i pyta, w jaki sposób można realizować ich wymianę, to oddalił się już od postawowej kwestii: czy w ogóle powinno się to robić. Jakie byłyby rzeczywiste korzyści dla ludzi? Pod koniec było już jasne, że Sidewalk Labs nie jest zainteresowane zabudowaniem tylko pierwotnej działki. Chcieli dużo więcej ziemi. A to nie spodobało się mieszkańcom. - mówi Bianka Wylie. Plan projektu, który ostateczne został przedstawiony, zawierał wiele niepoprawnych założeń finansowych. Ludzie uznali, że to zły układ. Że nie chodzi tylko o ochronę danych. I to połączyło ludzi technologicznych i nietechnologicznych.

"Ludzie umierają zimą na naszych ulicach. A tu ma powstać prywatny projekt za miliardy, z którego korzyść publiczna jest niejasna. Labolatorium, w którym wiele rzeczy w ogóle nie mogłoby działać - jak to samoodśnieżanie się ulic. Coraz wyraźniej było widać, że ludzie z Google’a nie mają żadnej wiedzy na temat urbanistyki. Było tak wiele problemów. Oczywiście dopiero w trakcie planowania zdali sobie sprawę, że istnieją praktyczne powody, dla których miasta nie robią tych wszystkich rzeczy, o których Google mówi, że powinny robić. Część z tego ma związek z kosztami, infrastrukturą, planowaniem, zależnościami między ruchem drogowym a zabudową mieszkaniową, jak chociażby dostępnością dla wozów strażackich. To złożone i skomplikowane kwestie. A Google nie ma najwyraźniej żadnego doświadczenia w tym obszarze. Specjaliści od urbanistyki i projektowania krajobrazu stwierdzili: “To rzekome miasto przyszłości wcale nie jest innowacyjne”. I w końcu Google, po masowych protestach w Toronto w maju 2020 r., się poddało. Jako oficjalny powód podało Pandemię COVID-19.

To, że taki atak prywatyzacyjny Google’a był w ogóle możliwy, ma pewną logikę. Jesteśmy finansowo spłukani. Ogólnie rzecz biorąc, oszczędzamy, a struktura technologiczna jest prywatyzowana: kable głębinowe, satelity, chmury. Nie możemy realistycznie oczekiwać, że w 2023 r. rządy otworzą swoje kiesy i zainwestują miliardy w technologie publiczne. A przecież pragmatycznie byłoby przeciwwstawić się przytłaczającej władzy Big-Techów. Musimy odejść od idei własności na rzecz idei [publicznego] zarządzania - mówie Wylie. Musimy się zapytać, jak możemy połączyć wykorzystanie technologii z organami władzy publicznej i oddziaływaniami społecznymi? Innymi słowy - chodzi o to, by nad tym, co już istnieje, była większa kontrola publiczna. Problemem jest dziś - aktywistka, że poprzez potęgę Big-Techów praktycznie i w oczywisty sposób ma się automatycznie wrażenie, że technologia oznacza kapitalizm inwigilacji. Ale to byłoby zbyt proste. Napisanie programu działającego w sposób nieuczciwy, nie jest z zasady kapitalistyczne. A program można napisać w taki sposób, żeby był publiczny i funkcjonalny, tak jak każda inna infrastruktura. Rząd, sektor publiczny i społeczeństwo muszą móc sami sformułować wymagania. Kiedy jako urbanistka wierzysz w przestrzeń publiczną dla wszystkich, musisz brać udział w rozmowach na temat monitoringu albo zdecydować: co to oznacza organizowanie posiedzeń za pośrednictwem Zoom’a? Albo, jako dyrekcja szkoły zapytać się siebie samej, co oznacza korzystanie z Google-classroom. Jeśli firma technologiczna zawiera kontrakt z władzami publicznymi, to te muszą jej przecież powiedzieć, jak to ma działać. I nie chodzi o firmę. Nie musi się to też odbywać w języku specjalistycznym. Wyrażenie krytyki wobec technologii nie ma nic wspólnego z wrogością wobec innowacji. Technologia jest świetna, ale nie może być jedyną opcją. Wszystkie usługi publiczne muszą być także dostępne w trybie offline.

To, co stało się w Toronto, ten prywatyzacyjny atak Google’a na centralne elementy demokracji, nigdy nie powinien był mieć miejsca. Doszło do błędu, gdy rząd ogłosił przetarg na ogromny projekt deweloperski, szukając kogoś, kto pomoże państwu rządzić i kontrolować przestrzeń miejską za pomocą technologii, zamiast samemu zdobyć wiedzę i zająć się tym we własnym zakresie. Co zamiast tego było ogłoszeniu: “szukamy kogoś, kto pomoże nam ustalić zasady i normy”. Ale nikt nie dał publicznego przyzwolenia na przekazanie centralnych funkcji publicznych. To systemowy problem w Toronto i w innych miejscach, w których powraca ten temat: w Holandii, w Kanadzie, w Anglii: państwa, które pozwalają Googlowi na transferowanie setek milionów czy nawet miliardów nadwyżek na Bermudy z pominięciem organów podatkowych, tak, że im [państwom] samym coraz bardziej brakuje pieniędzy na inwestycje. Potem przychodzi to samo Google i w imię postępu, dobra wspólnego i zrównoważonego rozwoju oferuje wkroczenie tam, gdzie brakuje pieniędzy na inwestycje, aby przejąć zadania państwa, zebrać jeszcze więcej danych, zarobić jeszcze więcej miliardów i wyprowadzić jeszcze więcej unikając podatków, aż w pewnym momencie nie zostanie nic poza Googlem.


btw: https://annalist.noblogs.org/post/2022/12/19/wie-alles-anfing-eine-stunde-ueber-indymedia-und-medienaktivismus/ Wywiad z Anne Roth na temat indymediów (“Jak wszystko się zaczęło? O indymediach i aktywiźmie mediów”). Nie wiem, kiedy będę miała siłę tego odsłuchać na spokojnie, ale przesłuchałam fragment i zapowiada się kawałek naprawdę dobrej roboty. Wywiad jest po niemiecku, jakby ktoś był zainteresowany mogę spróbować przetłumaczyć, ale wtedy w odcinkach na raty, bo to długie


Był taki tweet Pawła Wrońskiego o PiSie: “Jestem w nieustającym sporze z Tomaszem Piątkiem. On uważa, że działanie PiS to ruska agentura i zdrada. Ja, że głupota i fanatyzm. Po nocnym działaniu Macierewicza, wysadzającym w powietrze uzgodnioną uchwałę Sejmu uznającą Rosję za państwo terrorystyczne, zaczynam się wahać.” I równie dobrze można by go sparafrazować wstawiając “Sara Wagenknecht” zamiast PiS. Można co najwyżej naiwnie przyjąć, że jest jedynie pożyteczną idiotką Putina a nie kimś, kto z premedytacją działa na rzecz popełnianego przez ruskich ludobójstwa. Z jednej strony rozumiem obawy, że tak to ujmę, natury polityczno-strategicznej, ale z etycznego punktu widzenia zdecydowanie nie jest to osobnik, którego warto by trzymać w swoich szeregach.


Lol, wp serio zjebani są. Mam system na świeżo, więc jak otwieram dowolną stronę, to muszę od nowa ustawiać cookiesy itp., plus teraz mam w tym trochę większe rozeznanie, niż rok temu. Przeglądarka jeszcze bez rozszerzeń, dodatków itp. No więc wchodzę w powyższy link, wyskakuje mi okienko z polityką ciasteczek made by wp, ustawiam jak trzeba, daję zapisz - i wp mi się pruje, że mam adblocka wyłączyć, bo inaczej ich strony nie obejrzę. Rotfl. Pytanie, czy do działu informatycznego wykorzystują bezpłatnie studentów, czy przesunęli tam za karę tych, którzy wcześniej pisali horoskopy za spóźnienie…




Poczta elektroniczna i komunikatory (sławna kontrola czatu) też się łapią do projektu


ale przecież oni to łączą. Zanim zrobią nalot o 6 rano, potrafią obserwować ofiarę latami bez jej wiedzy






ale przydatne - wykorzystają to prędzej czy później, żeby dowalić się do CCC. Nienawidzą ich i chyba najbardziej boli ich to, że CCC jest w Niemczech, czyli poza USAmerykańskim zasięgiem :-) I chociażby pod tym kątem plany wspólnej europejskiej bazy danych (takiej, w której m. in. proamerykańskie polskie służby będą mieć dostęp do danych z Niemiec) brzmią niepokojąco